Blog posts

Trekking w Australii: Góra Kościuszki.

Trekking w Australii: Góra Kościuszki.

Atrakcje, Australia

Cykl: 10 najlepszych tras trekingowych w Australii.

Jeśli zaglądacie od czasu do czasu na mojego bloga, to na pewno zauważyliście, że w dobie post-covidowej nogi świerzbią mnie bardziej niż kiedykolwiek. Nieustannie mnie nosi. Siedzieliśmy w domu od marca, w zasadzie wciąż tu siedzę (pracuję zdalnie, etat zredukowano mi o połowę). Australia prawdopodobnie nie otworzy granic do co najmniej początku 2021, a dziś dowiedziałam się, że Qantas nie uruchomi większości swoich lotów międzynarodowych co najmniej do lipca.

Gdy mieszkasz na wielkiej wyspie oddalonej o 18,000 km od twojego pierwotnego domu, rodziny i przyjaciół, prognozy te są – dość powiedzieć – przytłaczające. Mieliśmy dość śmiałe plany podróżnicze na ten rok, ale cóż, wyszło jak wyszło i póki jesteśmy zdrowi, nie wypada narzekać. Wyznaję pewną zasadę:  że dla człowieka ciekawego świata nie istnieje coś takiego jak nuda, nie ma nieciekawych miejsc, muzeum traktorów w zabitej dechami wiosce w Południowej Australii wyda się równie ciekawe co Ermitaż. Patrząc na Australię i jej rozmiar, aktywności starczyłoby na dziewięć kocich żyć co najmniej. Tak więc próbując przekuć wydarzenia ostatnich miesięcy w pozytyw, znów zaczęłam łazikować – tym razem lokalnie.

W ostatnim tygodniu udało mi się zrobić dwie jednodniowe wycieczki. W niedzielę wybraliśmy się z Brettem na południe od Cronulli, w okolice Wollongong – była to króciutka, acz stroma trasa przez bardzo wilgotny las deszczowy. W poniedziałek natomiast pojechałam z dwiema koleżankami z pracy w Góry Błękitne (niech żyje praca na pół etatu! 😉) i zrobiłyśmy przepiękną i mało uczęszczaną trasę o wdzięcznej nazwie Grand Canyon. Trylion stopni w dół i w górę, ale było warto. Podczas tego spacerowania rozmarzyłam się bardzo i narodził mi się w głowie pomysł na dzisiejszy post oraz nowy cykl na blogu: mianowicie przypomniały mi się moje ulubione trasy trekkingowe, które przez ostatnich dziesięć lat przemierzałam w Australii. Jest to lista mocno subiektywna, ponieważ kraj to ogromny, a ja wciąż nie dotarłam na północ do tropikalnego Queensland, ani do Australii Zachodniej. Ale udało mi się wybrać dla was 10 perełek, o różnej intensywności i poziomach trudności, tak więc każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Niektóre trasy są mocno egzotyczne, inne znajdują się tuż pod naszym nosem, w centrum Sydney.

Jeśli tylko wybierzecie się kiedyś do Australii, gorąco namawiam was na hiking (albo bushwalking, jak mówią Australijczycy). Oprócz oczywistych zalet, takich jak zdrowe serce i płuca oraz pięknie wyrzeźbiona sylwetka, jest to przede wszystkim okazja, aby podpatrzeć ukochane przez wszystkich australijskie zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Poczujecie się co najmniej jak nasz sławny na całą Australię rodak, Strzelecki, przedzierający się przez busz, dżunglę i pustynię, a przede wszystkim zrozumiecie ducha Australii: poczujecie się tak bardzo nieważni wobec bezmiaru otaczającego was krajobrazu (a jest to bardzo dobre i wskazane uczucie), nabierzecie szacunku dla aborygeńskich wierzeń i tradycji, będziecie oddychać pełną piersią. No to zaczynamy (trasy nie są ułożone w żadnej konkretnej kolejności, wszystkie 10 jest świetnych na swój sposób). Na pierwszy ogień trochę nostalgicznie, trochę post-wyborowo, idzie znana każdemu Polakowi Góra Kościuszki!

Gdzie? Snowy Mountains National Park, Nowa Południowa Walia
Start szlaku: Thredbo Village (ok. 6 godz. jazdy samochodem na południe od Sydney, 3 godz. od Canberry). Szczegóły tutaj.
Poziom trudności: 3/5 umiarkowany (strome podejście, potem bardzo łatwy szlak)
Czas i dystans: 6-8 godzin | 19 km | 2228 m n.p.m.
Highlights: najwyższy szczyt Australii oraz jeden ze szczytów Korony Ziemi, do tego dzikie konie, eukaliptusy, śnieg w Australii i patriotyczna duma, zdrowie Naczelnika! 😉

Żaden Australijczyk oczywiście nie potrafi wypowiedzieć poprawnie tej nazwy, mało też kto wie kim był Kościuszko i dlaczego tak się ta góra nazywa. Ale ja jestem przewodnikiem z Krakowa, więc oczywiście, że znam odpowiedzi na te pytania!

Jak pewnie wiecie, w Krakowie jest Kopiec Kościuszki, usypany przez mieszkańców miasta na cześć Naczelnika w 1823 roku, czyli pod zaborem austriackim. Urodzony w Poznaniu, czyli pod zaborem pruskim, Paweł Edmund Strzelecki ma 26 lat i świetlaną karierę przed sobą. Niedługo stanie się sławnym na cały świat odkrywcą i geologiem, jako pierwszy Polak indywidualnie okrąży świat w celach naukowych oraz odwiedzi wszystkie kontynenty, oprócz Antarktydy. Strzelecki spędził jakiś czas w Krakowie, a w 1839 roku wyruszył do Australii. Jako pierwszy biały człowiek dotarł i zbadał najwyższe pasmo górskie tego kontynentu, Wielkie Góry Wododziałowe, których częścią są Góry Śnieżne. Najwyższy szczyt Gór Śnieżnych nazwał na cześć Tadeusza Kościuszki, argumentując ten wybór na dwa sposoby: Strzelecki chciał nazwać szczyt na cześć sławnego Polaka, którego zasługi byłyby uniwersalne i znane także poza (nieistniejącą wtedy) Polską – Kościuszko był wtedy faktycznie bohaterem niepodległościowym znanym nie tylko w Europie, ale także w Stanach Zjednoczonych. Strzelecki zauważył także wyjątkowe podobieństwo w kształcie australijskiego szczytu do… wspomnianego wcześniej Kopca Kościuszki w Krakowie – góra ma charakterystyczny, spłaszczony, „trapezowaty” grzbiet.

Tak też mamy do dziś „Kozjosko Mount”, jak to mówią Australijczycy, albo nawet bardziej czule, po prostu „Kozzie”. Zdecydowana większość turystów wybiera opcję light i wykupuje bilet na wyciąg krzesełkowy, który funkcjonuje także w lecie, wyjeżdża na wysokość 1937 m i stamtąd lekkim spacerkiem udaje się na szczyt: z górnej stacji trasa wynosi ok 7 km, ale spacer jest żenująco łatwy, ponieważ na całej długości położono wygodny, płaski eko-chodnik (zrobiony z lekkiego, ale wytrzmałego materiału „w siatkę” nie dotyka góskiego poszycia). Dobra wiadomość jest taka, że nawet rodziny z maleńkimi dziećmi w wózku są w stanie „wspiąć się” na najwyższy szczyt Australii. Natomiast dla kogoś, kto wyobrażał sobie podejście jak pod Rysy może być to swego rodzaju rozczarowanie, dlatego tym osobom właśnie polecam wersję hard, czyli pełne podejście, bez oszukiwania z tymi krzesełkami.  

Startujemy w Thredbo Village, szlak jest dobrze oznakowany, przez pierwsze 3-4 km jest bardzo stromo. Trzeba też uważać na rowery, bo w lecie Thredbo Mountain jest najpopularniejszym w całej Australii centrum MTB dowhill, a sport to bardzo zacny i z roku na rok przybywa jego hardcorowych miłośników. Po dotarciu do górnej stacji wyciągu można zrobić sobie zasłużoną przerwę w najwyżej położonej knajpie w całej Australii, Eagle’s Nest, i napić się bardzo smacznego piwa Kosciuszko Pale Ale. Stamtąd trasa podąża wspomnianym już „chodnikiem”. Nam pogoda średnio się udała, było zimno i mgliście, ale miało to też swój urok, turystów było niewiele, a przy samym szczycie udało nam się nawet dostrzec stado dzikich koni brumbies, z których Góry Śnieżne są znane. Do Thredbo schodzi się tą samą trasą. Można zaoszczędzić sobie tych ostatnich 3 km stromego zejścia, jeśli zdążycie na ostatni wyciąg. My nie zdążyliśmy 😉 bo nigdy na nic nie zdążamy i prawie wszystkie górskie szczyty oglądamy o zachodzie słońca, a potem zbiegamy po zmroku w obawie przed dzikimi zwierzętami. Cóż, widocznie takie uzależnienie od adrenaliny.

Więcej o Górach Śnieżnych i wspinaczce na Górę Kościuszki znajdziecie w tym poście.

W następnym odcinku zabiorę was na granicę Nowej Południowej Walii i Queensland, gdzie z epicentrum wygasłego wulkanu będziemy podziwiać tropikalny las deszczowy, bananowce i… wieżowce Gold Coast. A tymczasem… #keeponwalking !

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.